Pomysł na płytę nie był skomplikowany. Od momentu reaktywacji Krzaka, Jan Błędowski to w polskim bluesie ciągle gorące nazwisko. Fani pamiętają niezapomniane płyty zespołu, bez wstydu kupili nowy krążek, a młodzi, którzy pierwszy raz zobaczyli Błedowskiego na koncertach w 2008 czy 2009 roku z pewnoością szybko takiego widoku nie zapomną. A i Wierzcholski zanim namówił na sponsorowanie nagrania prezydenta polskiego bieguna zimna przetestował ten układ na letnich koncertach. I już wtedy był zachwycony. Muzycy Nocnej zmiany i obydwaj wirtuozi z niezwykłą determinacją dojechali przez zaspy do Suwałk, by 15 stycznia 2010 roku w restauracji "Na Starówce" zagrać koncert.
No i wiadomo "Blues mieszka w Polsce". Zespół, bez względu na lokal, swinguje aż miło, a Błędowski dopełnia swoimi solówkami brzmienie zespołu. No i co ważne - podobnie jak Wierzcholski - nie oszczędza się. Może czasem realizator koncertu przesadza z pogłosem na skrzypce, ale trzeba pamiętać, że to zapis koncertu. Nie bez znaczenia jest też dobrze słyszalna publiczność.
"Zaczekaj zaczekaj" to chyba jeden z rzadziej granych na koncertach utworów NZB. Tu lśni wieloma barwami, a suwalska publiczność natychmiast daje się wciągnąc do zabawy. Naprawdę robi się gorąco. Muzycy tymczasem pozwalają odtchnąć rozśpiewanej gawiedzi i grają wirtuozerskie "Figle". Jesli znacie wersję harmonijkową, łatwo sobie wyobrazić, jakie wrażenie musi robić ten utwór z Błędowskim w roli kolejnego figlarza. A skrzypek figlować nie przestaje, w "Godzinie czwartej nad ranem" szaleje już naprawdę ostro. Ale NZB też chce pokazac pazury. Zwłaszcza te slide - Witolda Jąkalskiego. I takiej gitary w koncercie suwalskim nie brakuje. Muzycy szaleją, razem śpiewają, czuć, ze te nuty - chociaż grane od wielu lat - wciąż sprawiają im radość. I nie pozwalają sie nudzić. Najjaśniejszym momentem pierwszej części koncertu jest "Sunburn". Tu nie tylko Błędowski gra świetne solo, ale też śpiewa unisono jakby w manierze George Bensona i do tego temat przypominajacy tango. Obłęd. Miejsce na solówkę dostał też bębniarz - Grzegorz Minicz.
Na koncercie oprócz niespodzianek nie mogło zabraknąć tak żelaznych pozycji jak "John Lee Hooker". Aż wierzyć się nie chce, że publiczność nie została zmultiplikowana w ProToolsie. Jan Błędowski sam jeden może przy okazji robić za niezłą orkiestrę. Sławek Wierzcholski sięga po harmonijkę, a Piotr Dąbrowski śpiewa sławny "Hotelowy blues".
Warto pamiętać, że Suwalki to miasto nowego festiwalu typu open air, który udał się przy wsparciu prezydenta i gigantycznej pracy loklnego muzyka - Bogdana Topolskiego. I to jego z gitarą do utworu "Nieznajomy przyjaciel" zaprosił Wierzcholski. Nie zapomnaił też o lokalnym biznesie. Okazuje się, że firma oprócz sponsorowania badmintonistów sypnęła groszem na to pamiątkowe wydawnictwo. No i gadżet ma niecodzienny, bo sam koncert jest wyśmeinity, a i opakowanie zamykane na magnetyczny pasek odróżnia się od typowej konfekcji płyt CD. Wreszcie na scenę wraca Błędowski i od razu puszcza oko do słuchaczy. Muzyczne. W "przegranych nikt nie lubi" cytuje wielki przebój Maanamu "Oddech szczura". I wszystko wyśmienicie pulsuje. I podobnie jak na zakończenie warsztatów harmonijkowych Białostockiej Szkoły Bluesa zespół na pożegnanie gra Amazing Grace, a jako super bis dostajemy Hejnał Mariacki.
Płyta jest upakowana do maksimum, w pierwotnej wersji Wierzcholski planował nawet podwójne wydawnictwo, ale skończyło się na 19 fragmentach. To płyta, którą powinien kupić każdy, kto jescze nie ma żadnej płyty NZB, dla wielbicieli harmonijki i akustycznego grania to pozycja obowiązkowa, a że krzypce na naszym rynku bluesowym to niemal rarytas - wielbiciele brzmień niezwykłych i wirtuozerskich też powinni ją zdobyć czym prędzej. Bo każdy muzyk, który nagrywał "Koncert w Suwałkach" zasługuje na naszą i waszą uwagę. A że czasami śpiewa? Wszak to polski blues.